Strona główna     O firmie     Cennik     Zdjęcia dnia     Galeria     Forum     Kontakt     Archiwum
Ogłoszenia
Wyszukiwarka
AUKCJA OBRAZÓW
Budownictwo
Komputery
Lekarskie
Matrymonialne
Meble
Motoryzacja
Nauka
Niekomercyjne
Nieruchomości
Praca
Praca za granicą
Przetargi
Rolnictwo i Ogrodnictwo
Towarzyskie
Turystyka i Rozrywka
Usługi i Handel
Ubrania
OFERTY WSPÓŁPRACY
Dodaj ogłoszenie
Zasady dodawania ogłoszeń

Top Reklama
Wydanie bieżące
KONKURSY
Szokujące Reklamy
Opolskie aktualności
Za Opolskim Stołem
Sport
Ekologia
Kultura
Nasze interwencje
Unia europejska
Gospodarka
Motoryzacja
Recenzje
Na wakacje
Na przedpolach Skandynawii
Tak blisko a tak daleko
Autostopem przez pustynię (2)
Autostopem przez pustynię (1)
Ameryka - mit i rzeczywistość (2)
Ameryka - mit i rzeczywistość (1)
Pekin – troche innne Chiny
Normandia jak ze snu
Na krańcach Bałkanów
Tam, gdzie zaczyna się Azja
Ziemia Święta i bezpieczna
Dziedzictwo Opolszczyzny
Zielone szlaki, swojskie smaki
Kolportaż
Włoskie felietony
Kalkulator reklam
  Na wakacje - Na przedpolach Skandynawii







Na przedpolach Skandynawii

Co robić w długi weekend? To pytanie zadaje sobie na początku maja niemal każdy Polak. Dla mnie odpowiedź jest prosta. Rzut oka na mapę i chłodna kalkulacja, gdzie w te kilka dni można dotrzeć, by odkryć nowe ciekawe miejsce i już wiem, jak spędzę te dni. W tym roku wybrałem Estonię.


Republiki nadbałtyckie, choć są tak blisko, wciąż pozostają dla Polaków nieodkryte. Jakkolwiek sentymentalne podróże prowadzą wielu z nas na Litwę, tak Łotwa i Estonia pozostają w cieniu. A szkoda.

Granicę z Litwą przekroczyłem w okolicach Suwałk. Każdego podróżnego od razu uderzy kontrast niezwykle rozbudowanej postsowieckiej infrastruktury granicznej z leniwą atmosferą posterunków pomiędzy tymi  dwoma krajami. Kilometry płotów, murów, wieżyczek, zasieków, siermiężnych budowli, zakurzonych stołów do legendarnego „trzepania bagaży”, a obok znudzeni celnicy zajmujący jedną małą budkę i z wyraźną niechęcią zaglądający w paszport.

Dziwnie się jedzie przez ten kraj. Pusta, zalesiona, płaska kraina z polami po horyzont i porozrzucanymi gdzieniegdzie drewnianymi zagrodami kontrastuje z mocno wyidealizowanym obrazem Litwy, jaki wbijali nam do głów Mickiewicze i Miłosze. Cóż, jak przeczytamy w "Panu Tadeuszu" - kraj lat dziecinnych, on zawsze zostanie święty i czysty...

Ciekawe jest podczas podróży przez Litwę dekodowanie nazw miejscowości. Bo kto by się domyślił, że miasto Keidanai to miłoszowskie Kiejdany, a Kaunas to Kowno? Szybko zrozumiałem ten kod i z przyjemnością odkrywałem coraz to nowe miejsca znane z historii Polski i kart literatury. Nie było więc kłopotem odgadnąć nad jaką znajduję się rzeką, gdy wjeżdżając na most przeczytałem napis – Nemuanas.

Łotwę przejechałem równie szybko jak Litwę. Krajobraz niewiele się zmienił, język również. Coraz rzadziej widoczne były drewniane chałupy stające samotnie w polu a coraz gęstszy stawał się las. Znaczny odcinek drogi z Rygi – stolicy Łotwy do Tallina prowadzi wzdłuż Bałtyku, więc trasa stawała się z każdym kilometrem coraz bardziej malownicza. Po jednej stronie niekończący się las przecinany gdzieniegdzie jeziorami, po drugiej bezgranicznie długa dzika plaża i znikomy ruch na drodze sprawiał wrażenie, że oto zbliżam się do rubieży naszego kontynentu.

Łotwa wydaje się być jeszcze biedniejsza niż Litwa. Gorsze drogi, zapuszczone miasta, w których mocno jeszcze czuć ducha Związku Radzieckiego sprawiły, że wjazd do skandynawskiej Estonii wydał się prawdziwym skokiem cywilizacyjnym. Dobre drogi, drogie samochody, zupełnie niezrozumiały język i oczywiście las aż do samego Tallina – taka Estonia wita podróżnego wjeżdżającego od strony jej południowch granic.

Estońska stolica jest jednym z najbardziej uroczych miast, jakie miałem do tej pory okazję odwiedzić. Nieskończone labirynty zaułków, uliczek, schodów łączących kamienice i place, malownicze zakamarki, a przy tym zdecydowanie mniej turystów niż np. w Pradze.

Tallin to jednak przede wszystkim raj dla miłośników średniowiecznych założeń miejskich. Świetnie zachowane, zbudowane prawie 800 lat temu przez Duńczyków mury obronne, najstarszy w tej części Europy gotycki ratusz, a także sporo domów kupieckich czy spichlerzy powoduje, że niezwykle łatwo poczuć tu atmosferę dawnych hanzeatyckich miast. Klimatu dodają dziesiątki sklepików, prywatnych galerii i drobnych zakładów, w których rzemieślnicy na oczach klientów wyrabiają ceramikę, szkło ozdobne, witraże czy różnorakie kowalskie rękodzieło. Mieszczą się one w autentycznych średniowiecznych domach i piwniczkach. Szkoda tylko, że w mieście, którego starówka położona jest 500 m od brzegów Bałtyku nie można tanio zjeść ryby czy innych owoców morza, za to wszędzie restauratorzy serwują popularną włoską kuchnię.

W Tallinie nie brakuje wpływów wschodnich. Bliskość Petersburga widoczna jest nie tylko w sporej ilości Rosjan na ulicach, ale również w zabytkach. Na uwagę zasługuje wczesnoklasycystyczna rezydencja cara Piotra Wielkiego wraz ze znakomitym francuskim parkiem sąsiadującym z morzem, ale prawdziwym spotkaniem ze wschodem Europy jest wizyta w położonym tuż przy budynku parlamentu soborze Aleksandra Newskiego. Uczestnictwo w prawosławnym nabożeństwie jest ogromnym przeżyciem, zwłaszcza dla człowieka znudzonego surowym katolickim obrządkiem.

Mimo rosyjskich wpływów Estończykom bliżej jest jednak do Finów niż do Słowian, co wyraźnie widać na ulicach Tallina. Miasto, jak żadna inna stolica postsowieckiej republiki jest wyjątkowo czyste i zadbane, a uśmiechnięci Estończycy, oczywiście w 90% blondyni, wydają się być naprawdę sympatyczną nacją. Szkoda, że nie tylko kulturowo, ale także cenowo doganiają Skandynawię. Tallin jest miastem stosunkowo drogim, koszt pobytu w estońskiej stolicy bliski jest wydatkom związanym z pobytem np. w Barcelonie. Jednak spokojne spacery po wąskich uliczkach, wieczory w staromiejskich knajpkach lub nadmorskich kafejkach, a jednocześnie brak hałaśliwych hord turystów z Włoch, Japonii, czy zapijaczonych angielskich imprezowiczów sprawia, że Tallin to idealne miejsce na romantyczny wypad we dwoje. Spokojnej atmosfery, którą oferuje to miasto próżno szukać w podobnych europejskich metropoliach.

Tallin w wielu przewodnikach określany jest jako przedmieścia Helsinek. Pomimo, iż oba sąsiadujące przez Zatokę Fińską miasta zasługują na uwagę, to jednak śmiało mogę stwierdzić, iż jest zupełnie odwrotnie. Jestem pewien, że tam wrócę, by podczas białych nocy snuć się po tallinskich zaułkach.

T.Maciejczyk



Strony internetowe
PROMOCJA - KLIKNIJ

Kalendarium
Goście na stronie: 1
Godzina: 4:06
Niedziela, 05.09.10
Imieniny:
Doroty i Wawrzyńca

Oferty i Nowinki



Aktualności

Kwietniowy Jarmark sieci Zielone Gościńce

Pierwszy z Jarmarków Zielone Gościńce odbędzie się w Opolu w dniach 24 i 25 kwietnia w pasażu  ul. Krakowskiej w rejonie pomnika Opolskiej Nike czyli "Babą na byku".



Wciąż nieprzyjazne urzędy i prawo

Po dwudziestu latach transformacji ustrojowej należałoby oczekiwać, że polskie urzędy zajmujące się sprawami przedsiębiorców, winny być dla nich przyjazne i z troską podchodzić do każdej ich sprawy. Wszak nasz kraj utrzymują obecnie głównie firmy, zwłaszcza małe, gdyż od nich pochodzi zdecydowana większość budżetowych wpływów.



Podstrony: 1  2  3  4  5  6  7  8  


Rozmaitości
Lotto
Forum
Księga gości
Download
Skanery on-line
Biorytmy
Horoskop
Sonda
Pogoda

Kursy walut
Kurs z dnia 30.08.2010
Euro3,9755 zł
Dolar3,1226 zł
Funt4,8645 zł

Subskrypcja
Podając swój adres e-mail, będziesz informowany o nowych ofertach.

   

 Code and design by    new4mat.com Administracja