|
Nagrody za tradycję
W środę rozstrzygnięto konkurs „Tradycyjny Produkt Opolszczyzny". Konkurs został ogłoszony w tym roku po raz pierwszy przez Urząd Marszałkowski Województwa Opolskiego.
Uznanie jury znalazło dziesięć wyrobów sztuki kulinarnej. Wyróżnione produkty to: Ser domowy smażony z kminkiem (zgłosiła go Fan-Agri s.c. z pow. strzeleckiego, reprezentowana przez Małgorzatę i Piotra Anderwald oraz Elżbietę Puzik); Jeż - ciasto tortowe z masą kremową z czarnej porzeczki (zgłoszone przez Irenę Lesiak z Koła Gospodyń Wiejskich w Kazimierzu, pow. prudnicki); Nalewka orzechowa (zgłoszona przez Stanisława Smarducha i Marka Wróbla z Pro-Eko - pow. brzeski); Kaszanka (zgłoszona przez Teresę Gońdę z pow. oleskiego); Bigos polski (zgłoszony przez Janinę Pawlaczyk z pow. oleskiego); Szynka swojska (zgłoszona przez Mariannę Wróbel z pow. oleskiego); Żółty ser z Lewandówki (zgłoszony przez Irenę Gorek z pow. opolskiego); Chałwy sezamowe (zgłoszone przez Przedsiębiorstwo Wyrobów Cukierniczych "Odra" S.A. w Brzegu); Bałabuszki (zgłoszone przez Koło Gospodyń Wiejskich w Kazimierzu, pow. prudnicki); Gołąbki z kaszy gryczanej i ziemniaków (zgłoszone przez Marię Rogucką z pow. nyskiego). Laureaci oprócz pamiątkowych dyplomów otrzymali po 1.000 zł nagrody. Choć konkurs nie cieszył się przewidywanym zainteresowaniem cieszy fakt, iż grono produktów tradycyjnych naszego regionu rozszerza się. Okazuje się, że w domowych zaciszach często od pokoleń tworzone są kulinarne znakomitości czekające na wyjście na światło dzienne. Tym samym kuchnia śląska, kojarzona dotychczas z żurem, kluskami, roladami czy wigilijnymi makówkami poszerza swe bogactwo. Może dziwić, że wśród wyróżnionych produktów znalazła się też chałwa sezamowa produkowana przez brzeską „Odrę”. Wszak jest to przysmak pochodzący z krajów arabskich. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by chałwa z „Odry” kojarzyła się właśnie z naszym regionem. Dziś nikt przecież nie zarzuca Francuzom, że na terenie ich kraju wina pojawiły się za sprawą Rzymian. Choć wina pije się od tysiącleci, to właśnie Francję uznaję się za stolicę tego szlachetnego napoju. Miejmy nadzieję, że inne nagrodzone produkty szybko pojawią się na półkach sklepowych. Sprzedaż produktów, których produkcja oparta jest na tradycyjnych metodach to w Unii Europejskiej bardzo rozwojowa gałąź gospodarki. Wystarczy przytoczyć tu przykład Włoch, którzy na swojej liście mają przeszło 4 tys. produktów regionalnych (Polska ma dla porównania ok. 50). Jak relacjonował Dariusz Goszczyński z Biura Oznaczeń Geograficznych i Promocji Ministerstwa Rolnictwa, popyt na wyroby regionalne we Włoszech szacowany jest na 15 mld euro. Mogą one stanowić od 20 do 25 proc. produkcji rolno-spożywczej. Podobnie ma się sprawa we Francji, gdzie farmer np. zarabia na wędlinach ze znaczkiem "produkt regionalny" osiem razy tyle, ile otrzymałby za sprzedaż surowego mięsa. Przy sprzedaży serów przebicie jest czterokrotne w porównaniu do sprzedaży nieprzetworzonego mleka. Mimo iż ceny produktów tradycyjnych są wyższe średnio o 25 procent, to mają one ogromny zbyt, gdyż posiadany certyfikat jest gwarancją dobrej jakości i smaku. Klient kupując taki wyrób ma pewność, że zawsze będzie on smakował tak samo, jak przy pierwszym zakupie. Zdaniem Dariusza Goszczyńskiego przy staraniach o wpis na europejską listę produktów regionalnych, najtrudniej przychodzi producentom ujawnienie tajników receptury. - Tymczasem Unia wyroby z listy chroni, ale też żąda poddania się kontroli, by sprawdzić, czy produkcja przebiega dokładnie tak, jak to zostało zapisane w recepturze – uspokajał Goszczyński.
|