|
Agroturystyka to styl życia
O swoim sposobie na agroturystykę opowiada Jerzy Woźniak, właściciel gospodarstwa agroturystycznego Agrochatka.
Podstawowa zasada: zawsze pytamy naszych gości czego od nas oczekują, jakie mają oczekiwania jeśli chodzi o standard mieszkania oraz spędzenie czasu wolnego. Dzięki temu staramy się optymalnie dostosować do potrzeb naszych klientów. Często jest jednak tak, że ludzie nie mają jasno sprecyzowanych oczekiwań. Chcą dobrze zjeść i odpocząć – to słyszymy często, ale coraz częściej słyszymy też pytania o to, co my mamy im do zaoferowania. Musimy więc dobrze poznać region, w którym mieszkamy. Nasze gospodarstwo położone jest na ziemi kluczborskiej, zatem proponujemy gościom przejażdżkę szlakiem kościółków drewnianych, czy ścieżkami księdza Dierżona. Często także goście proszą o zorganizowanie wycieczki do Opola, Częstochowy czy krasiejowskich dinozaurów, więc nasza wiedza nie może ograniczać się tylko do najbliższej okolicy. Choć za stodołą nie mamy Bałtyku a za miedzą Tatr, nasz region, jak każdy inny może przyciągnąć turystów. Najważniejsze jest jednak sprecyzowanie oferty i jej dobre rozpowszechnienie. Najlepszym nośnikiem jest internet. Ważne jest też, by gospodarstwo miało dobrą nazwę. Zbyt dużo osób nazywa swe gospodarstwa „U Zbyszka” czy „U Zosi”. Mnie mało kto pamięta jako Woźniaka, ale Agrochatkę zna już sporo osób. Wiele osób uważa, że agroturystyka to zbudowanie sporego pensjonatu, dodatkowych budynków, basenów, boisk itd. Tymczasem nie możemy zapomnieć, że agroturystyka to maksymalnie pięć pokoi pod jednym dachem z gospodarzami. Ważne jest, by gospodarstwo coś wyróżniało. W internecie roi się od ofert zdrowej żywności i domowej atmosfery. To jednak nie wszystko. Zawsze należy odnajdować coś, co odróżni nas od innych gospodarstw. Musimy pamiętać, że to, co dla nas jest powszechne i nudne, dla innych może być czymś wyjątkowym. Agroturystyka zmienia też życie domowników. Teraz, gdy kilka dni nie mamy żadnych gości dom staje się jakby bardziej pusty, czegoś w nim brakuje.
|